Tytuł: "Sto lat samotności"
Autor: Gabriel Garcia Márquez
Wydawnictwo: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZO SA
Liczba stron: 437
Ocena: 6/10
Na "Sto lat samotności"
kolumbijskiego pisarza Gabriela Gracii Márqueza trafiłam tak, jak
prawdopodobnie wielu czytelników; jest to mianowicie pozycja, która
znajduje się w większości zestawień typu "książki, które
trzeba przeczytać". Słyszałam o niej, widziałam cytaty,
wiedziałam, że muszę ją kiedyś do rąk wziąć. I wzięłam - na
sam początek wakacji.
Jest to tekst wyjątkowy. Opowiada o losach
rodziny Buendia od momentu, gdy José Arcadio założył małe
miasteczko Mocando, aż do kresu rodu zbiegającego się z upadkiem miasta. Książka ukazuje perypetie kolejnych pokoleń, na
których ciąży klątwa kazirodztwa. Szybko można się pogubić,
ponieważ potomkowie nazywani są często imionami swoich przodków.
W ten sposób czterech mężczyzn ma na imię José Arcadio,dużo też
jest Aurelianów... Jak dla mnie, było to bardzo kłopotliwe – nie
wiedziałam już, kto jest kim. W internecie znalazłam drzewo
genealogiczne rodziny; polecam je przeglądać w czasie lektury.
Na czym polega wyjątkowość książki?
Elementy fantastyczne łączą się tak subtelnie i prawie
niezauważalnie z realnymi, że wydają się wręcz naturalne. Miasto nawiedza epidemia bezsenności, jedna z bohaterek unosi się do nieba, dzieci ze związków kazirodczych rodzą się ze świńskimi ogonkami... Poza
tym, warto zwrócić uwagę na sposób narracji – osoba opowiadająca
jest obserwatorem, który od początku zna całą fatalną historię rodu i
zapowiada nadchodzące wydarzenia.
"Wiele lat później, stojąc naprzeciw plutonu egzekucyjnego, pułkownik Aureliano Buendia miał przypomnieć sobie to dalekie popołudnie, kiedy ojciec zabrał go ze sobą do obozu Cyganów, żeby mu pokazać lód"
Te same
wydarzenia są przytaczane w książce wielokrotnie, czasem jako
zapowiedź, czasem jako wspomnienie. Pokazuje to, jak autor doskonale
znał historię, którą opowiadał; mógł sobie pozwolić na
swobodne lawirowanie między wątkami.
Wśród historii rodziny przewijają
się motywy biblijne (na przykład potop), a także historia
Kolumbii. Choć czas, w którym rozgrywa się akcja nie jest podany, zakłada się, że mowa o przełomie XIX i XX wieku.
Jacy są bohaterowie? Ile synów miał pułkownik Aureliano? Z kim baraszkowała w czasie kąpieli Amaranta? Tego wszystkiego można dowiedzieć się, sięgając po tę pozycję. Czy ją polecam? Tak, ale raczej dla czytelników wprawionych i lubiących wyzwania. Nie jest to książka łatwa i lekka. Sama mam zamiar sięgnąć po nią jeszcze raz, wydaje mi się bowiem, że należy ona do tych, które zrozumieć można tylko po wielokrotnej lekturze.
Brzmi naprawdę fascynująco ;) Jeśli mój stosik nieco się zmniejszy (a szczerze powiedziawszy, nie zanosi się na to) i jakimś cudem lektura trafi w moje łapki, to zdecydowanie po nią sięgnę.
OdpowiedzUsuńLektura warta przeczytania, ale nie w pierwszej kolejności według mnie. Może i coś wnieść do życia potrafi, jednak w pierwszym kontakcie była dosyć oporna (czytałam ją ponad 2 tygodnie!). Jak nie masz czasu, to polecam coś lżejszego, na przykład "ZAcisze 13", które przeczytasz w max dwa wieczory :) Więcej na ten temat znajdziesz na http://literalna-czytaczka.blogspot.com/2015/07/tytu-zacisze-13-autor-olga-rudnicka.html
UsuńCzytałam bardzo dawno temu, w czasie, gdy u nas fascynowano się bardziej niż teraz literaturą iberyjsko amerykańską. Książka faktycznie trudna ...wymaga uwagi w czasie czytania, ale warta przeczytania, to prawda.
OdpowiedzUsuńMoże uda mi się ja przeczytać jeszcze raz....
Ja tak w ogóle to raczej nie czytam kilka razy jednej książki, bo szkoda mi czasu. Ale studia literaturoznawcze zobowiązują i chyba się zmotywuję. Już kilka takich książek z klasyki się zebrało, m.in. "Buszujący w zbożu". Mimo wszystko wole nowe teksty, nieznane mi :)
Usuń