czwartek, 3 września 2020

„Żółwie aż do końca” - J. Green

Autor: John Green
Tytuł: „Żółwie aż do końca”
Wydawnictwo: Bukowy las
Liczba stron: 312
Ocena: 9/10
 
Ostatnio stwierdziłam, że jestem zdecydowanie za mało chętna do dawania książkom wysokich ocen. Dlatego postanowiłam to zmienić, bo przecież są takie powieści, które naprawdę uważam za dobrą. Na przykład „Żółwie aż do końca”. 
Można chyba powiedzieć, że jestem fanką Greena. Dla mnie jego opowieści są takie, jakie powinny być historie z literatury YA - niezbyt naiwne, ale ciepłe; nieprzygnębiające (no może czasem), ale poruszające ważne tematy. 
Bohaterką i narratorką tego tekstu jest szesnastoletnia Aza, która cierpi na zaburzenia psychiczne. Dla mnie to właśnie to jest w tej powieści najważniejsze i najlepsze - poruszenie tak ważnego wątku. Green zrobił to perfekcyjnie, bo pokazał problem wielowymiarowo. Przedstawia, jak tego typu zaburzenia wpływają na codzienne życie nastolatki oraz na jej relacje z innymi. 

Pretekstem do przedstawienia nam myśli i zachowań Azy jest śledztwo, którego narratorka podejmuje się pod namową przyjaciółki, Daisy. Druga z dziewcząt pochodzi z niezamożnej rodziny i musi pracować, by uzbierać na studia. Nic więc dziwnego, że gdy Daisy dowiaduje się o nagrodzie za znalezienie poszukiwanego przez policję miliardera, Russella Picketta, koniecznie chce spróbować. Sprawę niejako ułatwia fakt, że Aza niegdyś kolegowała się z synem Picketta i to przez niego dziewczyny próbują zdobyć informacje.
Azę i Davisa łączy przede wszystkim to, że nie mają jednego z rodziców - Aza ojca, a Davis matki. Utrata któregoś z rodziców też pokazana jest w sposób przejmujący i, moim zdaniem, szczery. 
Wracając do głównego wątku... Davis płaci Azie i Daisy za to, by nie udzielały żadnych informacji policji. Mimo wszystko Holmesy (tak bohaterkę nazywa jej przyjaciółka) odkrywa, gdzie może być Russell Pickett. 
Gdy czytałam tę powieść, czułam wręcz ten sam niepokój, który na krok nie odstępuje Azy. Jej neurotyczne, hipochondryczne myśli były tak dobrze przedstawione, że łatwo było poczuć empatię. No bo, umówmy się, są poważniejsze problemy niż to, że ktoś ciągle zmienia plaster na palcu, bo myśli, że wdała mu się infekcja. Ale paranoja ma OGROMNY wpływ na życie tej dziewczyny, prowadzi do wręcz niebezpiecznych sytuacji i uniemożliwia nawiązanie bliskości z innymi. A to nie jest przecież tak, że Aza tej bliskości nie potrzebuje - po prostu trudno jej przestać myśleć o tym, że ktoś może przekazać jej swoje bakterie. 
Podobało mi się też przedstawienie relacji przyjaciółek. Daisy nie przypadła mi do gustu, ale jest JAKAŚ, to dobrze napisana postać. Jednocześnie uświadamia Holmesy, że ta przez swoje zaburzenia jest egoistyczna i trudna do współżycia. Nie odsuwa się jednak od niej, stanowi solidne oparcie. 
W książkach Greena zawsze znajdziemy trudne pytania. Tu też. Jedno z nich zadaje sobie Aza: zastanawia się, czy branie leków psychoaktywnych nie zmienia danej osoby. Tak przedstawia swoje wątpliwości podczas terapii:
Jeśli zażywanie jakiejś tabletki sprawia, że człowiek inaczej się czuje... jeśli zmienia sposób, w jaki... no wie pani... to przerażające. Kto ma decydować o tym, co znaczy „ja”? Ja czy pracownicy fabryki, w której produkuje się lexapro? 

Zaburzenia psychiczne, terapia, leczenie psychiatryczne... to wciąż tematy, których się unika w naszym społeczeństwie. A niestety, tego typu problemy są coraz bardziej powszechne i dotykają osoby coraz młodsze. Potrzeba nam literatury, która porusza te kwestie. Potrzeba nam psychologów, pedagogów, rodziców, którzy chcą rozmawiać o zdrowiu psychicznym z młodzieżą. Dlatego sięgajmy po Greena. 

Na końcu książki znajdziemy listę placówek i różnych instytucji, do których młode osoby (i nie tylko) mogą się zgłosić, gdy mają problem. Tak to się robi, proszę państwa. To się nazywa literatura zaangażowana. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz